Gospodarka, Panie Prezesie

Drukuj

Jednym z kluczowych obowiązków rządu jest dbałość o małe i średnie przedsiębiorstwa, stanowiące trzon polskiej gospodarki. Niestety dotychczasowe działania rządu są w dużej mierze szkodliwe dla rodzimego biznesu.

Prawo i Sprawiedliwość w przekazie społecznym relatywnie dużo miejsca poświęca sprawom gospodarczym. W programie wyborczym partii rządzącej czytamy o „szybkim rozwoju i zasadniczym unowocześnieniu naszej gospodarki”, „sanacji finansów publicznych”, „ograniczaniu barier administracyjnych” krępujących przedsiębiorczość, czy o stworzeniu „lepszych warunków działania dla małych i średnich przedsiębiorstw”. Obserwujemy też dużą aktywność medialną ministrów odpowiedzialnych za sprawy gospodarcze. Również Andrzej Duda w czasie kampanii prezydenckiej mówił o „odblokowaniu możliwości przedsiębiorstw” i „odbudowaniu polskiego przemysłu”. Niestety, dzisiejsza praktyka rządzącego ugrupowania dowodzi, że mamy do czynienia z silnie ideologicznym podejściem do spraw ekonomicznych i nieznajomością codziennych problemów przedsiębiorców w Polsce.

Jak zwracają uwagę eksperci Forum Obywatelskiego Rozwoju, dotychczasowe posunięcia rządu na płaszczyźnie gospodarczej budzą poważny niepokój. Do wątpliwych działań PiS należy zaliczyć przede wszystkim:

  • poluzowanie reguły wydatkowej chroniącej publiczne finanse przed nadmiernym zadłużeniem (ryzyko szybkiego wzrostu długu, a tym samym większych kosztów jego obsługi, który finalnie ponosimy my wszyscy jako podatnicy; działanie to zmniejsza też przewidywalność sytuacji gospodarczej)
  • wprowadzenie programu „Rodzina 500+” (brak wystarczających środków w budżecie – szczególnie na kolejne lata – a więc dalsze zadłużanie państwa; z programem tym wiąże się też ryzyko zmniejszenia aktywności zawodowej kobiet i rezygnacji przez część osób z legalnej pracy, tak aby nie przekroczyć progu dochodowego i nie utracić świadczenia na pierwsze dziecko)
  • wprowadzenie podatku bankowego (już jest widoczne przenoszenie części tych obciążeń na klientów banków – czyli na nas – obywateli i na nasze firmy)
  • likwidacja obowiązku szkolnego dla 6-latków (opóźnienie wejścia kolejnych roczników na rynek pracy; dla firm oznacza to problemy ze znalezieniem odpowiedniej liczby pracowników, a dla całego społeczeństwa – mniejszą ilość osób płacących składki i podatki, z których finansowane są m.in. szpitale, drogi, czy emerytury)

Na horyzoncie pojawiają się kolejne elementy tzw. dobrej zmiany uderzające w polską gospodarkę. Olbrzymim zagrożeniem byłaby realizacja obietnicy wyborczej PiS dotyczącej przywrócenia wieku emerytalnego sprzed reformy rządu PO-PSL. Jak szacują ekonomiści FOR, w wyniku aktualnych trendów demograficznych w najbliższych 25 latach zniknie z rynku pracy 2,5 mln osób. Jeśli zostanie obniżony wiek emerytalny, liczba ta wzrośnie do blisko 5 mln. Podobnie jak w przypadku „reformy sześciolatków” oznacza ta mniej osób składających się do „wspólnego garnka”, jakim jest budżet państwa, i dodatkowo więcej pobierających emerytury. Warto podkreślić, że skoro mniej ludzi i przez krótszy czas będzie płacić składki, to świadczenie emerytalne będą coraz niższe, a podatki wyższe.

Inne zagrożenie dla gospodarki stanowią plany wprowadzenia podatku handlowego i zaostrzenia restrykcji przy handlu ziemią. Szczęśliwie ten pierwszy projekt nieco wyhamował, gdy się okazało, że wbrew obietnicom Beaty Szydło jest on zupełnie nieprzygotowany. Niemniej wygląda na to, że każdy z rozważanych przez rząd scenariuszy obciążenia sieci handlowych finalnie uderzyłby w polskich konsumentów. Natomiast ustawa o handlu ziemią, jeśli wejdzie w życie w dotychczasowym kształcie, utrwali rozdrobnienie polskich gospodarstw rolnych, a w ślad za tym zablokuje poprawę produktywności tego sektora gospodarki, jak również ograniczy przepływ pracowników do bardziej rentownych branż. Osobnym zagadnieniem jest brak realnej reformy górnictwa węgla kamiennego. Branża ta od lat przynosi straty i utrzymywana jest przy życiu z pieniędzy podatników.

Eksperci FOR do lekceważonych przez rząd problemów polskiej gospodarki zaliczają też niewydolny system sądowniczy, nadprodukcję aktów prawnych i ich niską jakość, a także skutki ustawy inwigilacyjnej (m.in. ryzyko biznesowego wykorzystania informacji zdobytych przez służby).

Jako osoba od blisko 12 lat pracująca w małej firmie rodzinnej, a więc praktyk polskiej codzienności gospodarczej, diagnozę FOR znajduję jako wyjątkowo trafną. Jako szczególne utrudnienie dla działalności biznesowej wskazałbym właśnie „biegunkę legislacyjną” parlamentu i przewlekłość procedur sądowych.  Dla przedsiębiorcy kluczowe znaczenia ma proste i przewidywalne prawo. Tymczasem w Polsce zmiany prawa następują tak szybko, a przepisy są tak zawiłe, iż duża część zasobów, zwłaszcza w małych firmach, koncentrowana jest nie na meritum działalności, lecz na śledzeniu i dopasowywaniu się do wciąż nowych warunków prawnych. Problem potwierdzają, przytaczane przez FOR, badania Grant Horton pokazujące, że w minionym roku padł rekord ilości tworzonego prawa w naszym kraju. Uchwalono blisko 30 tys. stron aktów prawnych, czyli o 16% więcej niż w roku 2014 i aż o 69% w stosunku do roku 2005. Rząd Beaty Szydło w ciągu tylko półtora miesiąca działalności wprowadził w życie ponad 6,5 tys. stron aktów prawnych. Wiele ustaw tworzonych jest przez nową władzę w pośpiechu, bez odpowiednich konsultacji merytorycznych i bez vacatio legis. Stabilności otoczenia prawnego nie sprzyja również atak na Trybunał Konstytucyjny.

Wobec bardzo niskiej kultury kontraktu w naszym kraju szczególnego znaczenia nabiera sprawna praca sądów. Droga prawna jest często jedynym sposobem egzekwowania zobowiązań od nierzetelnego kontrahenta. Niestety dociekanie swoich praw przed sądem trwa zazwyczaj latami, wymaga kosztownej obsługi prawnej i nie zawsze firma jest w stanie dotrwać do końca procesu.

Hojne rządowe programy socjalne – prowadzące do zadłużenia państwa – dla małych firm oznaczają mniejsze wsparcie kredytowe. Banki bowiem chętniej pożyczą pieniądze rządowi, jako bardziej pewnemu dłużnikowi. Akcja kredytowa wobec przedsiębiorstw  ulegnie również zmniejszeniu, jeśli zostanie zrealizowana obietnica prezydenta Dudy dotycząca przewalutowania kredytów frankowych (wg NBP może to doprowadzić do strat w obrębie 3/4 sektora bankowego w Polsce). Prawdopodobne jest również nasilenie kontroli w firmach celem zwiększenia wpływów do budżetu – również z tytułu kar nakładanych na przedsiębiorców.

Rzeczywistość biznesowa jest o wiele bardziej skomplikowana niż by to wynikało z artykułów popularnych, lewicujących dziennikarzy. Prócz wielu wysoce rentownych przedsiębiorstw – często zagranicznych korporacji, istnieją na naszym rynku tysiące małych i średnich firm, które nie tyle generują bogactwo, co walczą o utrzymanie się na powierzchni. Są jak łódki na wzburzonym oceanie – niepewne swojej przyszłości i bardzo podatne na wszelkie zawirowania koniunktury. Problem ten dotyczy szczególnie polskich firm rodzinnych, pozbawionych wsparcia zagranicznych spółek-matek. Jak przypomina prof. Andrzej Blikle, 78% firm w Polsce to przedsiębiorstwa rodzinne – zatrudniają one ok. 1,3 mln osób, a ich udział w PKB to ok. 42%.

Jednym z kluczowych obowiązków rządu jest dbałość o małe i średnie przedsiębiorstwa, stanowiące trzon polskiej gospodarki. Niestety dotychczasowe działania rządu są w dużej mierze szkodliwe dla rodzimego biznesu. Projekty prowadzące do zwiększenia obciążeń fiskalnych, ograniczenia dostępności kredytów, zmniejszenia podaży siły roboczej, a przede wszystkim nadprodukcja i nieprzewidywalność przepisów uderzają w małe krajowe firmy, które wg obietnic wyborczych miały być obiektem szczególnego wsparcia ze strony władzy. Prezes Kaczyński nie powinien wyciągać mylnego wniosku z wyniku ostatnich wyborów (dobry stan gospodarki nie uratował PO) i liczyć, że sytuacja ekonomiczna kraju nie ma wpływu na notowania partii rządzącej.

Czytaj również