Nie taki Orient straszny

Drukuj

Jak współpraca ze światem muzułmańskim może pomóc polskiej polityce wschodniej.

W ostatnim numerze „Nowej Europy Wschodniej” (nr 2/2016) Adam Balcer poruszył ciekawe zagadnienie wpływu nastrojów antyislamskich na polską politykę wschodnią.  Autor przekonuje, iż powszechnie lekceważony jest nad Wisłą związek między naszym stosunkiem do świata muzułmańskiego a skutecznością polskich działań wobec Ukrainy czy Rosji.

Publicysta „NEW” wskazuje na co najmniej pięć zadań polskiej polityki zagranicznej, których realizacji zagraża uleganie przez krajowe elity polityczne antyislamskim nastrojom społecznym:

  • Dywersyfikacja dostaw ropy i gazu. Kraje islamskie stanowią alternatywne wobec Rosji źródło surowców energetycznych. Państwa takie jak Arabia Saudyjska są jednymi z partnerów Zachodu w gospodarczym nacisku na Rosję w obliczu jej działań na wschodniej Ukrainie. Również skonfliktowana z Moskwą – na tle konfliktu syryjskiego – Ankara jest potencjalnym sojusznikiem Warszawy w powstrzymywaniu imperialnych poczynań Federacji Rosyjskiej (FR). Trudno jednak sobie wyobrazić aby skutecznie patronował tej współpracy polityk, który szczyci się byciem islamofobem.
  • Tworzenie „polskiej partii” na obszarze postsowieckim. Adam Balcer przestrzega przed patrzeniem na Eurazję Centralną wyłącznie przez pryzmat FR, i traktowaniem tego obszaru jako monolit. W rzeczywistości tereny te charakteryzują się dużym zróżnicowaniem etnicznym i religijnym – w tym zwiększającym się pierwiastkiem muzułmańskim. Z wieloma mieszkającymi tam narodami – jak choćby z Kazachami, Czeczenami, Inguszami, Tatarami krymskimi i Czerkiesami łączy Polaków wspólne doświadczenie sowieckiego terroru. Czytając Balcera na myśl przychodzi Jerzy Giedroyc i jego postulat szukania w Rosji – czy też szerzej na obszarze postsowieckim – partnerów z kręgów antyimperialnych. Wydaje się, że w żmudnym procesie budowania tam środowiska politycznego przyjaznego Polsce nie można ominąć również muzułmanów.
  • Współpraca polsko-niemiecka. Jak zwraca uwagę Adam Balcer, wzrost liczebności mniejszości muzułmańskiej – zwłaszcza tureckiej, a także jej wpływ na politykę naszego zachodniego sąsiada, przedstawiany jest w Polsce jako zjawisko negatywne. Tymczasem tkwi tam duży potencjał pozytywny. Politycy niemieccy wywodzący się z mniejszości tureckiej – w przeciwieństwie do „starego” establishmentu nie mają tak silnych powiązań biznesowych czy sentymentalnych z Rosją. Przykładem jest Partia Zielonych, gdzie jest największy odsetek działaczy o korzeniach tureckich, a jednocześnie jest to ugrupowanie najbardziej krytyczne wobec polityki Putina. Ewentualny przyszły rząd koalicyjny chadeków z Zielonymi byłby dla Warszawy bardzo atrakcyjnym partnerem w kreowaniu unijnej polityki wschodniej.
  • Sprawczość w polityce europejskiej. Jak przypomina Balcer, jednym z kluczowych sojuszników Polski w polityce wschodniej jest Szwecja. W tym kontekście wyjątkowo niefortunna była wypowiedź prezesa PiS o pięćdziesięciu strefach szariatu u naszego zamorskiego sąsiada. Spotkało się to z negatywną reakcją Sztokholmu i nie służyło budowaniu szwedzko-polskich relacji. Wydaje się, że publicysta „NEW” dotyka tu fragmentu szerszego problemu, jakim jest obecnie wizerunek Polski w Unii Europejskiej. Praktyka, jak i retoryka nowych władz nie wzmacnia naszych wpływów na arenie unijnej. Lista grzechów rządu „dobrej zmiany” jest długa, lecz już sam paraliż Trybunału Konstytucyjnego spowodował, że Warszawa zamiast współtworzyć politykę UE trwoni zasoby na tłumaczenie się z niekonstytucyjnych działań na własnym podwórku. Jak zauważył brytyjski „The Economist”, Polska po ostatnich wyborach stała się w Europie bardziej źródłem problemów niż konstruktywnych rozwiązań.
  • Inicjatywa geopolityczna. Po ostatnich wyborach hasła „Polak-katolik” i „przedmurze chrześcijaństwa” nabrały żywotności. Zamiast kontynuacji tradycji wielonarodowej i wielokulturowej I Rzeczpospolitej, wraca się do endeckiej koncepcji katolickiego państwa jednonarodowego. Tymczasem, przekonuje Balcer, za sprawą naszej przeszłości bogatej we współpracę i wspólne doświadczenia historyczne z narodami Kaukazu czy z Tatarami – Polska predysponowana jest do roli pomostu między Zachodem i Wschodem. Warszawa więcej może wygrać będąc inicjatorem współdziałania niż jakimkolwiek przedmurzem. Tu znów kłania się Giedroyc. Oczywistym jest też, iż na wzroście nastrojów antyislamskich w Europie korzysta Moskwa wzmacniając swoją pozycję na Bliskim Wschodzie (stabilizator, który ma powstrzymać napływ uchodźców), konfliktując państwa UE i odwracając ich zainteresowanie od Ukrainy.

Na fatalne rozegranie przez Polskę antyislamskiej histerii własnego społeczeństwa zwracał też ostatnio uwagę Witold Gadomski. Realnie nieistniejące zagrożenie napływem mas imigrantów do naszego kraju (przydzielono nam niewielką liczbę uchodźców, którzy zresztą nie chcą się tu osiedlać) zostało wykorzystane do mobilizacji własnego elektoratu. Długofalową politykę poświęcono na rzecz doraźnego efektu wyborczego. Warszawa zniszczyła mit „solidarności” będący istotną częścią naszej narracji w polityce unijnej i pogorszyła relacje z kluczowym partnerem jakim są Niemcy. W zamian nie zyskaliśmy nic.

Zdumiewające jest, że ugrupowanie polityczne, które zwykło doszukiwać się spisku czy nieformalnych układów w tak wielu obszarach, nie dostrzega dokąd może prowadzić ślepe uleganie antyislamskim fobiom i kto może inspirować tego typu nastroje.

Czytaj również